Miałem zagrać tylko dwa kawałki.
Miałem 13 lat.
Na zakończeniu ósmej klasy powierzono mi bardzo odpowiedzialne zadanie: zagrać dwa utwory.
Skończyłem nad ranem.
Zamiast dwóch piosenek była cała noc grania i pierwsza okazja, żeby zobaczyć coś, co fascynuje mnie do dziś — jak muzyka potrafi połączyć w jednym miejscu kompletnie różnych ludzi.
Bawili się moi rówieśnicy, nauczyciele i rodzice. Ja wtedy jeszcze grałem na żywo na klawiszach i śpiewałem.
I chyba właśnie tamtej nocy wszystko się zaczęło.
Śmieję się czasem, że muzycznie „przegrałem” większość swojego życia. I zdecydowanie nie chciałbym tego odwrócić.
